dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KSIĄŻKI
 
  LICENCE TO KILL
 
Tytuł oryginalny:   Licence to Kill
Autor:   John Gardner
Wydawca:   Orion Books Ltd.
Ilość stron:   212
Cena:   £ 7.99

 


Przygotowania do ślubu Felixa Leitera przerywa informacja o tym, że jeden z największych baronów narkotykowych, do tej pory nieuchwytny Franz Sanchez, wreszcie znalazł się w zasięgu amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Leiter, agent DEA, czyli amerykańskiej agencji rządowej zajmująca się zwalczaniem przestępczości narkotykowej, decyduje się na zorganizowanie operacji mającej na celu zatrzymanie Sancheza i postawienie go przed sądem. Akcja kończy się sukcesem – w znacznej mierze dzięki pomocy Bonda, który przybył na Florida Keys na ślub przyjaciela. Radość nie trwa jednak długo. Sanchezowi udaje się zbiec z konwoju transportującego go do federalnego więzienia i poprzysięga zemstę osobie odpowiedzialnej za jego aresztowanie.

Oczywiście treści powieści nikomu streszczać nie trzeba, „Licence to kill” jest bowiem adaptacją filmu pod tym samym tytułem, w którym w rolę Jamesa Bonda wcielił się Timothy Dalton.
Trudno jest jednoznacznie ocenić tę książkę. Z jednej strony dostarcza ona solidnej porcji rozrywki, jest napisana sprawnym językiem i utrzymuje odpowiednie tempo. Z drugiej jednak, w znacznej mierze jest to zasługa rewelacyjnego scenariusza autorstwa Michaela G. Wilosna i Richarda Maibauma. John Gardner ograniczył się bowiem wyłącznie do przeniesienia na karty powieści efektu ich pracy. I jest to jedyna, a zarazem największa, wada „Licence to kill”. Z samej powieści nie dowiemy się bowiem niczego nowego. A szkoda – adaptacje bowiem mają to do siebie, że ich siła tkwi przede wszystkim w dopowiadaniu tego, czego nie widzimy na ekranie (tak, jak później robił to Raymond Benson). Aż prosi się, aby pogłębić trochę postać Sancheza, opisać jego przeszłość i to, w jaki sposób przejął de facto kontrolę nad Isthmus City. Również dziewczyna Bonda, Pam Bouvier, wydaje się być na tyle barwną postacią, że bez trudu można by dopisać jej kilka historii.
„Licence to kill” jest wierną adaptacją filmu, a wszelkie zmiany w stosunku do ostatecznej wersji scenariusza są raczej kosmetyczne (dla przykładu, w powieści Bond wydaje się znać Dellę znacznie lepiej, niż można to wywnioskować z filmu). Sama książka jest jednak utrzymana w jeszcze poważniejszym tonie, niż film, który przecież był (wówczas) najmroczniejszym i najbardziej brutalnym odcinkiem serii.
Czytelnikom niezaznajomionym z twórczością Johna Gardnera należy się w tym miejscu małe wyjaśnienie. Otóż jego powieści były swego rodzaju kontynuacjami książek autorstwa Iana Fleminga. Oczywiście, w typowy dla serii sposób nie odwoływały się do nich przy każdej możliwej okazji, jednakże nigdy też ich nie negowały. Dlatego też zastanawiałem się w jaki sposób rozwiązany zostanie problem zemsty Sancheza na Leiterze. Jak pewnie nie wszystkim wiadomo, wykorzystany w filmie „Licencja na zabijanie” motyw okaleczenia Felixa przez rekiny pierwotnie opisany został przez Fleminga w „Żyj i pozwól umrzeć”. Gardner wybrnął z tego problemu nadzwyczaj sprytnie: oto Bond nie jest w stanie pojąć w jaki sposób jeden człowiek może dwukrotnie w życiu doświadczyć takiego koszmaru, a rekin w powieści „Licence to kill” odgryza Leiterowi... protezę. Naturalnie, ponowne wykorzystanie perfidnej notatki, zostawionej na miejscu zbrodni byłoby już przesadą, stąd też zostaje ona przez pisarza pominięta.
Reasumując, „Licence to kill” przeczytać można, jest to powiem solidna, dobrze napisana powieść. Tylko tyle, i aż tyle. Jeśli jednak macie wybór, sięgnijcie raczej po jedną z oryginalnych powieści Johna Gardnera.

     
 
     
POWIĄZANE DZIAŁY RECENZJA FILMU // RECENZJA KSIĄŻKI // DVD // TIMOTHY DALTON
 
 
  James Bond, gun symbol logo and all associated elements are property of MGM/UA & Danjaq companies. Used without authorisation in informative intent. All rights reserved.  
  bond 50