dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KSIĄŻKI
 
  THE MONEYPENNY DIARIES: SECRET SERVANT
 
Tytuł:   The Moneypenny Diaries: Secret Servant
Autor:   Samantha Weinberg (jako „Kate Westbrook”)
Wydawca:   John Murray (Publishers)

 


Akcja „The Moneypenny Diaries: Secret Servant”, czyli środkowej części trylogii „Pamiętników Moneypenny”, rozpoczyna się mniej więcej w tym samym miejscu, w którym zakończyła się jej poprzedniczka – w styczniu 1963 roku. Właśnie na ten okres przypadają dramatyczne wydarzenia opisane przez Iana Fleminga w „Żyje się tylko dwa razy” i „Człowiek ze złotym pistoletem”, uznanie Jamesa Bonda za zmarłego w wyniku konfrontacji z Blofeldem w jego japońskim „ogrodzie śmierci”, a następnie niespodziewany powrót 007 i próba zamordowania M. Jednak ponownie to nie osoba Bonda jest kluczowa dla powieści. Weinberg, podobnie jak w przypadku „Guardian Angel”, łączy fikcję z wydarzeniami autentycznymi, tym razem biorąc na warsztat największą aferę szpiegowską w historii brytyjskich służb specjalnych – sprawę siatki szpiegowskiej „piątki z Cambridge”. W styczniu 1963 roku jeden z jej członków, Kim Philby, na pokładzie radzieckiego statku zbiegł z Bejrutu, gdzie pracował pod przykrywką korespondenta, unikając tym samym odpowiedzialności za zdradę Korony. I, oczywiście, powodując niewyobrażalne poruszenie w szeregach Secret Intelligence Service. Trzeba przyznać, że wątek ten został sprytnie wykorzystany na kartach „The Moneypenny Diaries: Secret Servant”, głównie za sprawą żony Philby'ego, Eleanor, z którą Jane Moneypenny ma się zaprzyjaźnić. Ostatecznie Brytyjczycy opracowują śmiały plan ekstrakcji szpiega z Moskwy, w czym kluczową rolę odegrać ma właśnie Moneypenny...
Pierwszą odsłonę serii „Pamiętników Moneypenny” trudno uznać za udaną, zarówno w warstwie fabularnej, jak i samej konstrukcji książki. Na szczęście Weinberg wyciągnęła wnioski z własnych błędów, przez co „Secret Servant” jest lepsza od swojej poprzedniczki w zasadzie w każdym aspekcie. Przede wszystkim fabuła jest znacznie lepiej rozpisana – mniejsza liczba poruszanych wątków pozwoliła na zachowanie jej bardziej zwartej i czytelnej, jednocześnie umożliwiając należyte ich pogłębienie. Weinberg rewelacyjnie wplotła w powieść postacie Kima i Eleanor Philby, obdarzając je charakterami możliwie jak najbardziej zbliżonymi do rzeczywistych. Sporo miejsca poświęcono Billowi Tannerowi, Szefowi Sztabu SIS, który najwyraźniej żywił silne, acz trudne do jednoznacznego określenia uczucia względem Moneypenny. James Bond z kolei jest w tej części postacią zupełnie marginalną, co zresztą – o dziwo! – samej książce raczej wychodzi na dobre.
Jakkolwiek udział Moneypenny w operacji specjalnej prowadzonej w samym sercu Związku Radzieckiego jest cokolwiek niedorzeczny (a w najlepszym wypadku – mało wiarygodny), to trzeba przyznać, że wątek ten jest akurat najmocniejszym elementem powieści, trzymającym w napięciu i napisany ze znajomością problematyki wywiadowczej, co akurat już wcześniej można było Weinberg oddać.
Jedną z największych bolączek „Guardian Angel” była mało czytelna narracja, która skutkowała tym, że książka stawała się przesadnie trudna w odbiorze. Również w tym aspekcie „Secret Servant” okazuje się być znacznie lepsza. Przede wszystkim Weinberg zrezygnowała z przytłaczającej wręcz liczby przypisów, które w poprzedniczce umieszczała z niemal kompulsywną lubością. Tym razem też w większym stopniu skupia się na przytaczaniu „oryginalnych” fragmentów pamiętnika Moneypenny (na co też trzeba przymknąć oko – pamiętników w ten sposób nie pisze nikt!). Dzięki tym zabiegom powieść czyta się znacznie przyjemniej, a to już coś.
Niestety, książka nie jest pozbawiona wad. Nadal zbyt dużo miejsca poświęcone zostało zagadce wojennych przeżyć ojca Moneypenny, które same w sobie są nawet ciekawe, ale mają nieracjonalnie znaczący wpływ na jej poczynania. Z drugiej strony, zakończenie interesująco rozwijającego się wątku romantycznego z Richardem Hamiltonem zostało przez Weinberg opisane pobieżnie, jakby zbagatelizowała potencjał tkwiący w tym wydarzeniu.
„The Moneypenny Diaries: Secret Servant” nie sposób zaliczyć do najważniejszych pozycji w kanonie literackiego Bonda – jest to raczej ciekawostka. Ale, w przeciwieństwie do pierwszej części serii, potrafi czytelnika zainteresować, głównie umiejętnym połączeniem wydarzeń będących wytworem wyobraźni autorki z rzeczywistymi historiami szczytowego okresu zimnej wojny. Dlatego – przeczytać można.

     
 
     
POWIĄZANE DZIAŁY THE MONEYPENNY DIARIES: GUARDIAN ANGEL //
THE MONEYPENNY DIARIES: SECRET SERVANT //
THE MONEYPENNY DIARIES: FINAL FLING
 
 
  James Bond, gun symbol logo and all associated elements are property of MGM/UA & Danjaq companies. Used without authorisation in informative intent. All rights reserved.  
  bond 50