dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KSIĄŻKI
 
  FROM RUSSIA, WITH LOVE // POZDROWIENIA Z ROSJI
 
Tytuł:   Pozdrowienia z Rosji (From Russia, with Love)
Autor:   Ian Fleming
Wydawca:   Jonathan Cape Ltd, 1957
Polski wydawca:   Przedsiębiorstwo Wydawnicze
„Rzeczpospolita” S.A., 2008
Przekład:   Robert Stiller

 


Na naradzie szefów radzieckich służb wywiadowczych: MGB, GRU i RUMID James Bond zostaje skazany na śmierć. Co więcej, ma zginąć w sposób i okolicznościach możliwie najbardziej hańbiących – ma to być bowiem element szerszego planu, którego celem jest uwikłanie agenta w skandal obyczajowy, a tym samym skompromitowanie Secret Service. Intryga zostaje uknuta przez SMERSZ – najbardziej niebezpieczny i budzący największą trwogę organ aparatu bezpieczeństwa Związku Radzieckiego. Przynętą ma był piękna kapral wywiadu, Tatiana Romanowa, która sugerując, że gotowa jest przejść na stronę Brytyjczyków wabi Bonda do Stambułu obietnicą przekazania tajnej maszyny szyfrującej o nazwie Spektor. Nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa Bond podejmuje wyzwanie.

Po rozczarowaniu, jakim bez wątpienia była wcześniejsza powieść Iana Fleminga, „Diamenty są wieczne”, tym razem otrzymujemy pierwszy z dwóch opus magnum w dorobku pisarza (drugim będzie „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”).
Tym razem Fleming odszedł od tradycyjnej dla siebie formuły wprowadzenia czytelnika w akcję powieści, kreślenia fikcji literackiej i jej kompozycji. Zwykle funkcję tę spełniała odprawa u M, w trakcie której 007 był informowany o celach misji, wiążących się z nią wydarzeniach i postaciach dramatu.
W pierwszej części tej powieści (zatytułowanej „Plan”), na którą składa się aż 10 z 28 rozdziałów, Fleming skupia się wyłącznie na wydarzeniach, które poprzedziły właściwą akcję. Z nieprawdopodobnym pietyzmem nakreśla świat przedstawiony, geopolityczne tło historii, główne postacie dramatu – a przynajmniej antagonistów zza żelaznej kurtyny. Łączy przy tym wydarzenia prawdziwe i fikcyjne do tego stopnia perfekcyjnie, że czytelnik niejednokrotnie nie potrafi wskazać granicy pomiędzy tym, co prawdziwe, a co jest jedynie wytworem wyobraźni pisarza.
Kreacja postaci w „Pozdrowieniach z Rosji” jest bodaj najlepsza i najbardziej imponująca w całej serii. Każda z nich posiada własną osobowość, intrygującą i niebanalną historię. Fleming doprawdy osiągnął tu absolutne mistrzostwo szczególnie, że na kartach powieści przewija się ich sporo. Począwszy od cokolwiek obłąkanego Donalda „Red” Granta – siepacza SMERSZ-u, poprzez Rosę Klebb, szefową wydziału operacyjnego i egzekucyjnego tej agendy, a na Darko Kerim Beyu, szefie tureckiej rezydentury Secret Service kończąc.
„Pozdrowienia z Rosji” to jednocześnie jedna z najlepszych, najbardziej dopracowanych historii, jakie wyszły spod pióra Iana Fleminga. Kapitalnie zanurzona w realiach zimnej wojny i szpiegowskiego świata opowieść o próbie przejęcia przez brytyjski wywiad jednej z najpilniej strzeżonych tajemnic radzieckich służb nie pozwala czytelnikowi oderwać się od lektury.
Kapitalny jest również klimat powieści, skąpany w zimnowojennej rzeczywistości, w której jednak podział na dobro i zło nie zawsze był oczywisty, czego najlepszym przykładem mogą być działania tureckiej rezydentury Secret Service, nierzadko dopuszczającej się czynów dwuznacznych moralnie. Nikt, kto ma choćby elementarną wiedzę na temat specyfiki funkcjonowania służb specjalnych nie powinien być tym faktem szczególnie zaskoczony – w świecie szpiegowskich gier etyka zawsze musi przegrać ze skutecznością, która jest z oczywistych powodów celem nadrzędnym.

Tradycyjnie dla Fleminga niezwykle sugestywne są opisy, które fantastycznie podkreślają klimat opowiadanej przez niego historii, co najlepiej obrazują fragmenty powieści rozgrywające się w Stambule, który za sprawą egzotycznej, wręcz orientalnej specyfiki staje się niemalże pełnoprawnym bohaterem historii. Tu autor, po raz kolejny, czerpał z własnych doświadczeń – w 1955 roku relacjonował dla gazety The Sunday Times odbywającą się w tym mieście konferencję Interpolu. Ze stolicy Turcji Fleming wrócił wówczas luksusowym pociągiem Orient Express, który niestrudzenie przemierzał podzieloną żelazną kurtyną Europę. Podróż ta, jak również zasłyszana wcześniej historia Eugene'a Karpa, współpracującego z wywiadem amerykańskiego attaché marynarki wojennej w Budapeszcie, który na pokładzie pociągu próbował przewieźć wrażliwe dokumenty dotyczące siatek szpiegowskich w bloku wschodnim. W ślad za Karpem podążać mieli radzieccy zabójcy. Podróż skończyła się dla niego tragicznie. Wydarzenia te zainspirowały jednak Fleminga, który Orient Express uczynił lejtmotywem jednego z najbardziej zapadających w pamięć wątków serii. Nie po raz pierwszy zresztą ograniczając miejsce akcji do (z pozoru – o czym później) zamkniętej przestrzeni doskonale podkreślił klimat zagrożenia i osaczenia.
„Pozdrowienia z Rosji” są zresztą kolejną powieścią, w której podróż staje się jednym z najważniejszych motywów, stanowiących punkt kulminacyjny (lub jeden z nich) akcji. Tak było choćby w „Żyj i pozwól umrzeć” (pociągiem Srebrny Fantom), tak było też w „Diamenty są wieczne” (liniowcem Queen Elizabeth). Czy było to zamierzone działanie ze strony Fleminga – nie sposób stwierdzić. Wojaże Orient Expressem są oczywiście najbardziej znanym i najdobitniejszym przykładem potwierdzającym tę tezę, jednak czytając „Pozdrowienia z Rosji” nie sposób nie zwrócić uwagi na krótki, ale absolutnie fenomenalny rozdział, w którym autor opisuje przelot Bonda z Londynu do Stambułu – prawdziwy majstersztyk narracyjny.
„Pozdrowienia z Rosji” nie jest pozbawiona wad. Fleming musiał Bondowi pozwolić na dość nieracjonalną ocenę sytuacji, by podróż Orient Expressem mogła być kontynuowana pomimo ewidentnego, czyhającego na każdym kroku niebezpieczeństwa. Usprawiedliwianie chęci doprowadzenia intrygi do końca za wszelką cenę próżnością, ciekawością i romantyzmem jest mało wiarygodne i raczej nieadekwatne do wizerunku profesjonalisty, którym James Bond (o M nie wspominając) bez wątpienia jest.
Flemingowi nie do końca wychodzą również próby psychologizowania, szczególnie w sytuacjach, w których Bond ocenia innych bohaterów powieści. Często fragmenty te są zbyt płytkie i nacechowane tak ogromną dawką uprzedzeń i stereotypów, że w efekcie momentami popadają w niezamierzoną śmieszność. I choć dialogi zwykle są mocną stroną twórczości Fleminga, nie do końca radzi sobie w relacjach Bonda z kobietami, co i tym razem jest widoczne w rozmowach z Romanową. Nie można również nie zauważyć, że sama konfrontacja Bonda z Rosą Klebb jest cokolwiek wymuszona, a informacje o miejscu jej pobytu Grant przekazuje w dość kuriozalnych okolicznościach.

Wszystko to nie zmienia faktu, iż „Pozdrowienia z Rosji” stanowią kwintesencję wszystkiego, co u Fleminga najlepsze: doskonałej, nakreślonej z ogromnym rozmachem historii, pełnych życia, zapadających w pamięć bohaterów, fantastycznych opisów miejsc akcji, a przede wszystkim czegoś trudniejszego do uchwycenia – nieustającego poczucia przygody. Książkę tę nie sposób odłożyć. Pochłania czytelnika całkowicie.

     
 
     
POWIĄZANE DZIAŁY RECENZJA FILMU // RECENZJA KSIĄŻKI
 
 
  > data publikacji 21.06.2015 © MI-6 HQ
James Bond, gun symbol logo and all associated elements are property of MGM/UA & Danjaq companies. Used without authorisation in informative intent. All rights reserved.
 
  bond 50