dr no frwl gf tb yolt ohmss daf lald tnwtgg tswlm mr fyeo oc avtak tld ltk ge tnd twine dad cr qos sf
24 25
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
 

Bond 25 bez reżysera i scenarzysty. Krajobraz po burzy z polskim wątkiem w tle

 
Po rezygnacji Danny’ego Boyle’a produkcja 25. części przygód agenta 007 znalazła się w szalenie trudnym położeniu, którego konsekwencje na chwilę obecną trudno przewidzieć. Trzeba jednak brać pod uwagę możliwość opóźnienia premiery filmu.

 
 
CZWARTEK 23.08.2018 - MARCIN TADERA - ARTYKUŁ  

Przypomnijmy: w maju, po wielu miesiącach spekulacji oficjalnie ogłoszono, że Danny Boyle zasiądzie na fotelu reżysera Bonda 25. Twórca Oscarowego Slumdog. Milioner z ulicy miał kupić producentów swoim pomysłem na film, który przekuć w tekst miał jego etatowy współpracownik, John Hodge, nominowany do Nagrody Akademii za scenariusz do kultowego Trainspotting.

We wtorek Michael G. Wilson, Barbara Broccoli i Daniel Craig ogłosili, że Danny Boyle nie wyreżyseruje Bonda 25. Powodem tej decyzji są "rozbieżności twórcze".
Z kolei wczorajszy “Daily Mirror” zacytował krótką wypowiedź rzeczniczki Hodge’a: “Nie, już nad nim [scenariuszem do filmu] nie pracuje”.


“Rozbieżności twórcze” – co to właściwie znaczy?

Tak naprawdę? I wszystko, i nic. Solą w oku mógł się okazać scenariusz, jego poszczególne aspekty, ogólny ton filmu, brak lub nadmiar pewnych elementów, decyzje personalne, czy budżet produkcji. Równie dobrze stwierdzenie to może być niczym więcej, jak PR-owskim zabiegiem, które w dyplomatyczny sposób tłumaczy nieporozumienia z reżyserem. Być może Boyle okazał się być trudniejszy we współpracy, niż się początkowo wydawało?

Uważa się, że scenariusz Hodge’a zakładał silne odniesienia do współczesnej polityki międzynarodowej. Bond 25 opowiadać miał o nowej zimnej wojnie w relacjach z Rosją. Według niektórych plotek Barbara Broccoli i Michael G. Wilson uznali temat ten za zbyt ryzykowny. Szczególnie, że film wpisywać się miał w manifest #MeToo, co oznacza, że mogły pojawić się w nim elementy molestowania seksualnego.

Z kolei wczorajszy “The Guardian” sugeruje, że Boyle planował swoiste coup de théâtre, czyli fabularne rozwiązanie o nagłym i niespodziewanym charakterze, którego celem jest zwiększenie dramaturgii scenariusza. Mówi się o tym, że przez większą część filmu James Bond miał być więziony, a ostatecznie miał zginąć.

Wydaje się jednak, że jest to mało prawdopodobna wersja. Brytyjski reżyser został zatrudniony właśnie po to, by móc realizować swoją wizję, która najwyraźniej przypadła do gustu producentom. Dlatego też podziękowano Nealowi Purvisowi i Robertowi Wade’owi, którzy pracowali już nad scenariuszem do Bonda 25. Jaka by owa wizja nie była – z całą pewnością została szczegółowo przedyskutowana i zaaprobowana przed podpisaniem kontraktu.

Nie można za to wykluczyć, że scenariusz Johna Hodge’a był zwyczajnie zły. A ani on, ani Boyle nie chcieli się zgodzić na to, by inni scenarzyści nadali mu ostateczny kształt – co w przypadku bondowskich produkcji jest przecież naturalną koleją rzeczy.


Tomasz Kot przyczyną konfliktu?

Wczorajszy wieczór przyniósł kolejną rewelację. Brytyjski dziennik “The Daily Telegraph” poinformował, że konflikt na linii Boyle – Craig dotyczyć miał obsady przeciwnika Bonda. Zgodnie z niedawnymi rewelacjami agencja castingowa Debbie McWilliams miała poszukiwać do roli antagonisty 007 Rosjanina, względnie aktora pochodzącego z Bałkanów lub zbliżonego regionu (co z kolei potwierdzałoby plotki dotyczące fabuły filmu).

Jak się okazuje, poważnym kandydatem do tej roli był (jest?) Tomasz Kot. Aktor, który wsławił się rolą Ryszarda Riedla w kultowym już Skazanym na bluesa, a który wystąpił ostatnio w Zimnej wojnie Pawła Pawlikowskiego – filmie, który został ciepło przyjęty podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes, rzekomo był faworytem Boyle’a. Daniel Craig wybór ten miał jednak uznać za zbyt “radykalny”.

Udział w castingu do roli przeciwnika Bonda potwierdziła dziś Agencja Aktorska L*Gwiazdy, która reprezentuje interesy aktora.

Czy możliwe, że tak poważny konflikt mógł wybuchnąć wokół Kota, który – umówmy się – nie jest przecież gwiazdą światowego formatu? Tak, ale tylko, jeśli była to przysłowiowa kropla, która przelała czarę goryczy.


Co przyniesie przyszłość?

Sęk w tym, że nie wiadomo. Na chwilę obecną każdy scenariusz jest możliwy, włącznie z tym najbardziej pesymistycznym – przesunięciem zaplanowanej na listopad przyszłego roku daty premiery Bonda 25.

Zdjęcia do filmu miały rozpocząć się w grudniu, jednak już 3 września, a zatem za 11 dni, druga ekipa miała rozpocząć przymiarki do scen akcji. Oznacza to, że scenariusz Hodge’a był na tyle zaawansowany, że najważniejsze jego elementy można było uznać za ostateczne. Najpewniej więc wybrana została również część lokalizacji, w których osadzona miała być akcja filmu.

Oczywiście odejście Hodge’a nie oznacza jeszcze, że w Bond 25 nie zostanie nakręcony według jego scenariusza – prawa do tekstu należą bowiem do Eon Productions, Metro-Goldwyn-Mayer i Universal Pictures. Producenci mogą wykorzystać go wprost, mogą również zatrudnić innych scenarzystów, by przepisali go według wizji nowego reżysera.

Możliwe jednak, że koncepcje Boyle’a i Hodge’a zostaną zarzucone. W takim przypadku, zamiast – jak się wydaje – filmu stojącego trochę na uboczu historii opowiadanej w dotychczasowych produkcjach z udziałem Daniela Craiga, otrzymamy zapewne kontynuację SPECTRE według scenariusza Neala Purvisa i Roberta Wade’a, choć trudno powiedzieć na jakim etapie jego pisania panowie byli, kiedy zrezygnowano z ich usług.

Jeśli chodzi o następcę Boyle’a, to na dzień dzisiejszy poruszamy się wyłącznie w sferze spekulacji. Jeszcze we wtorek Justin Kroll, ceniony dziennikarz prestiżowego magazynu “Variety”, mającego doskonałe źródła w Hollywood, zasugerował, że może nim zostać Christopher McQuarrie, reżyser Mission: Impossible – Fallout, jak również wcześniejszej odsłony serii, Rogue Nation. Jednocześnie jednak przyznał, że do tej plotki należy podchodzić z dużą dozą ostrożności. McQuarrie bowiem zwykle woli pracować nad własnym materiałem, na co nie ma już czasu. Niemniej byłaby to kandydatura zdecydowanie warta uwagi; najnowsza produkcja z udziałem Toma Cruise’a przez wielu uważana jest za najlepszy film akcji ostatnich lat, jeśli nie dekad. Jest on też autorem doskonałych scenariuszy do filmów Podejrzani i Walkiria.

Mało prawdopodobny wydaje się za to powrót na fotel reżysera Sama Mendesa. Twórca Skyfall i SPECTRE w kwietniu przyszłego roku rozpocznie zdjęcia do napisanego przez siebie filmu 1917, którego akcja osadzona jest w czasach I wojny światowej. Premiera produkowanego przez Stevena Spielberga filmu zapowiedziana została na grudzień 2019 roku, zatem nie ma najmniejszych szans, by Mendes mógł pogodzić ze sobą oba projekty.

Prędzej czy później zapewne powróci temat Christophera Nolana. Wydaje się, że reżyser takich hitów, jak Dunkierka, Interstellar, Incepcja, czy Trylogia Batmana jest skazany na Bonda. Plotki na ten temat zresztą krążyły już w ubiegłym roku, a Brytyjczyk podobno rozmawiał nawet z Barbarą Broccoli.

W swoim czasie twórca Blade Runnera 2049, Denis Villeneuve, sam wykluczył możliwość wyreżyserowania Bonda 25, tłumacząc się zaangażowaniem w ekranizację powieści Franka Herberta, Diuna. Pamiętajmy jednak, że jeszcze rok temu poważnymi kandydatami do objęcia tej posady byli David Mackenzie (Młody Adam, Aż do piekła) i Yann Demange (‘71). Czy panowie ponownie będą brani pod uwagę przez producentów filmu?

No i zawsze pozostaje jeszcze Martin Campbell, który w przeszłości dwukrotnie wydobywał serię z niebytu, w jakim się znalazła w latach 1989 – 1995 i 2002 – 2006. Jednak czy 74-letni reżyser GoldenEye i Casino Royale chciałby po raz trzeci wejść do tej samej rzeki?

...

Rezygnacja z usług reżysera na tym etapie produkcji tak naprawdę nie jest rzeczą niespotykaną w branży filmowej – w szczególności w przypadku dużych projektów, w których decydujące słowo mają producenci, a nie reżyserzy. W tym przypadku jednak problem polega na tym, że Bond 25 miał być realizowany według wizji Boyle’a. Jeśli wyjąć reżysera i scenarzystę z takiej układanki, to co pozostaje? Czy sam zamysł fabuły i niedokończony scenariusz (a nawet dwa) wystarczą, by zdążyć przed zaplanowanym na grudzień pierwszym klapsem?

Będzie to szalenie trudne przedsięwzięcie. Nie niemożliwe, ale bardzo skomplikowane. Dlatego bardziej prawdopodobne jest przesunięcie daty rozpoczęcia zdjęć, a w konsekwencji być może też premiery filmu.

Czy utrata Boyle’a jest dużym ciosem dla serii? Wizerunkowo – tak. Nad produkcją Bonda 25 unosi się widmo gigantycznego chaosu decyzyjnego, będącego konsekwencją wielomiesięcznej pasywności, która poprzedzała wybór reżysera. Po premierze SPECTRE można było odnieść wrażenie, że ani producenci, ani Daniel Craig nie garną się do powrotu na plan zdjęciowy kolejnej odsłony serii. Zupełnie, jakby stracili do tego serce.

W takich warunkach ewentualne potknięcie przy produkcji nowego filmu zrzucane będzie na karb aktualnych wydarzeń. Czy słusznie? Nie wiemy jak dobry był materiał Boyle’a, w związku z czym tak naprawdę nigdy się nie dowiemy, co straciliśmy wraz z odejściem reżysera.

Naszym jednak zdaniem z jego zatrudnieniem od samego początku wiązało się bardzo duże ryzyko. Przede wszystkim, Boyle nie ma absolutnie żadnego doświadczenia w wysokobudżetowym kinie akcji. Doceniamy chęć zatrudnienia reżysera z “pierwszej ligi” Hollywood, który za swoją pracę uhonorowany został Oscarem, choć wydaje się, że jest ona podyktowana przede wszystkim potrzebą Barbary Broccoli i Michaela G. Wilsona uznania i poklasku dla swoich produkcji, również tego bardziej wymiernego – w postaci nagród i statuetek.

W przeszłości jednak takie podejście nie do końca się sprawdzało – mniejsze lub większe porażki ponieśli wszyscy reżyserzy o nieco większej wrażliwości; Michael Apted, Mark Foster, ale też Sam Mendes.

Danny Boyle jest reżyserem o wyrazistym, ale specyficznym stylu. Czy pasowałby on do Jamesa Bonda? My mamy wątpliwości.

Może zatem nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

 
 
> data publikacji 23.08.2018 © MI-6 HQ
 
 

 
  bond 50