dr no frwl gf tb yolt ohmss daf lald tnwtgg tswlm mr fyeo oc avtak tld ltk ge tnd twine dad cr qos sf
24 25
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
 

Bond 25 z nowym reżyserem i nową datą premiery

 
Po sierpniowym trzęsieniu ziemi, jakim była rezygnacja Danny’ego Boyle’a z posady reżysera 25. części przygód agenta 007, nad produkcją filmu zebrały się czarne chmury. Na szczęście producentom dość szybko udało się znaleźć wyjście z patowej sytuacji. W dodatku rozwiązanie, na które się zdecydowali, może wszystkim wyjść na dobre.

 
 
PIĄTEK 05.10.2018 - MARCIN TADERA - ARTYKUŁ  

Trzeba oddać sprawiedliwość Eon Productions – potrafią trzymać karty przy orderach. Przez blisko miesiąc po rozstaniu z Boyle’em, przez media przetoczył się szereg nazwisk jego potencjalnych następców. Część brzmiała jak zwykła fantasmagoria, inne zaś wydawały się być całkiem sensowne. Żadna plotka jednak nie wskazywała na Cary’ego Joji Fukunagę. Kiedy więc tydzień temu oficjalnie ogłoszono, że to właśnie on przejmuje stery nad produkcją filmu, wszyscy odetchnęli z ulgą. Nieczęsta to sytuacja, gdy reżyser przyjmowany jest przez wszystkich, a przede wszystkim – fanów, z takim entuzjazmem. Jest to o tyle interesujące, że o ile o Boyle’u można było mówić, że ma niewielkie doświadczenie w wystawnych, wysokobudżetowych produkcjach, o tyle Fukunaga nie ma żadnego doświadczenia w pracy nad tak złożonymi projektami. A jednak wszyscy jak jeden mąż ufają, że Bond 25 okaże się być długo wyczekiwanym przełomem w serii.


Z małego na (bardzo) duży ekran

Filmografia Fukunagi jest nad wyraz skromna. Ten czterdziestojednoletni Amerykanin (ciekawostką jest, że to pierwszy przypadek, by reżyser z tego kraju pracował nad filmem o Bondzie!) ma na swoim koncie raptem trzy pełnometrażowe produkcje, przy czym wszystkie można określić mianem kina niezależnego. Zadebiutował w roku 2009 roku thrillerem Ucieczka z piekła, za reżyserię którego uhonorowany został nagrodą na festiwalu filmowym w Sundance – święcie kina niezależnego. Na planie Jane Eyre (2011), ekranizacji klasycznej powieści Charlotte Brontë, miał okazję pracować z aktorami o uznanych nazwiskach; Mią Wasikowską, Michaelem Fassbenderem czy Judi Dench. W 2015 roku wyreżyserował dla Netfliksa dramatem wojenny Beasts of No Nation z Idrisem Elbą w roli głównej. Na tym tytule lista jego filmowych osiągnięć się kończy.

Przełomem w karierze był jednak rok 2014, kiedy to swoją premierę miał zrealizowany przez stację HBO miniserial Detektyw, którego wszystkie osiem odcinków wyreżyserował Fukunaga. Produkcja ta zyskała powszechne uznanie krytyków, którzy docenili scenariusz, klimat, a przede wszystkim – doskonałe kreacje Matthew McConaughey i Woody’ego Harrelsona. Pierwszy sezon Detektywa okazał się być jednym z największych telewizyjnych wydarzeń ostatnich lat. Za swoją pracę Fukunaga został uhonorowany statuetką Emmy, a serial nominowany był do wielu prestiżowych nagród. Znamienne jest to, że drugi sezon serialu, nad którym Amerykanin już nie pracował, nie nawiązał do sukcesu pierwowzoru.

Cary Fukunaga wydaje się być gwarantem stylowego, dopracowanego i wizualnie nienagannego widowiska. Jeśli z wyborem tym wiąże się jakiekolwiek ryzyko, to jest nim brak doświadczenia w reżyserii wysokobudżetowych scen akcji, które są przecież nieodłącznym elementem serii.


Weterani wracają do pracy

Kiedy w sierpniu 2017 roku oficjalnie potwierdzono, że Daniel Craig po raz piąty wcieli się w rolę agenta 007, niejako przy okazji wspomniano, że scenariusz do Bonda 25 napiszą Neal Purvis i Robert Wade. Brytyjczycy są prawdziwymi weteranami serii – pracowali nad każdym filmem od Świat to za mało (1999).

Jednak w maju tego roku, wraz z angażem Danny’ego Boyle’a, obu panom podziękowano za współpracę na rzecz Johna Hodge’a. Jak głoszą plotki, jedną z przyczyn “rozbieżności twórczych”, które poróżniło reżysera z producentami, był brak zgody tego pierwszego na poprawienie przez inne osoby scenariusza, z którego decydenci nie byli do końca zadowoleni. Kiedy Hodge podążył śladami Boyle’a, wybór mógł być w zasadzie tylko jeden.

Purvis i Wade z całą pewnością nie należą do hollywoodzkiej ekstraklasy scenarzystów. Co więcej, ich praca nad bondowską serią jest bardzo trudna do jednoznacznej oceny – odpowiadają za to co w niej nalepsze (Casino Royale), ale i najgorsze (Śmierć nadejdzie jutro). Przy czym musimy pamiętać, że proces powstawania scenariusza do filmu o agencie 007 jest niezwykle złożony: kiedy scenarzysta dostarcza kolejne wersje projektu scenopisu, pochylają się nad nim wszystkie zainteresowane strony: włodarze Eon Productions, MGM, w obecnym układzie również Universal Pictures i Annapurna Pictures. Swoje trzy grosze zawsze ma do dodania reżyser oraz – oczywiście – Daniel Craig. Następnie scenarzyści muszą przepracować tekst uwzględniając wszelkie uwagi, nierzadko godząc ze sobą ogień z wodą. Zwykle scenariusz jest później przepisywany jeszcze przez jednego lub dwóch scenarzystów lub script doctorów, oczywiście z uwzględnieniem kolejnych zastrzeżeń i sugestii. Często ostateczny produkt nie ma nic wspólnego z pierwotną wersją scenariusza.

Żeby nie szukać daleko, wiedzieliście, że w SPECTRE Ernst Stavro Blofeld, według Johna Logana, miał być afrykańskim watażką?

Purvis i Wade znają, rozumieją i akceptują ten sposób pracy. Są w stanie dostarczyć na czas dobrej jakości tekst. A przede wszystkim – znają na wylot Jamesa Bonda, tak w wersji filmowej, jak i powieściowej. Dlatego też nie można się dziwić, że ich nazwiska zobaczymy w napisach początkowych Bonda 25. W tym przypadku sprawa jest o tyle prosta, że sam Fukunaga jest całkiem zdolnym scenarzystą, w związku z czym na pewno zadba o to, by tekst był dopieszczony do granic możliwości.

Zagadką pozostaje to, czy scenariusz będzie bazował na pierwotnym pomyśle Purvisa i Wade’a, czy też będzie rozwinięciem koncepcji Hodge’a, który zresztą ponoć również bazował na konspekcie napisanym wcześniej przez Brytyjczyków, a nie był jego autorskim dziełem.

Mówi się, że sam Daniel Craig życzyłby sobie, aby jego ostatni film celował raczej w klimaty Pozdrowienia z Rosji. W takim przypadku mielibyśmy do czynienia z bardziej kameralnym thrillerem szpiegowskim, niż rozbuchanym kinem akcji. Koncepcja ta jest z całą pewnością godna uwagi i zapewne wielu fanów życzyłoby sobie takiego obrotu sprawy. Tym bardziej, że bondowskim produkcjom poziomem realizacji scen akcji – niegdyś wizytówką serii – niezwykle trudno będzie wejść na poziom wyznaczony przez ostatnie odsłony cyklu Mission: Impossible.


Kompromisowa premiera

Trudno było się spodziewać, że wszystkie te zawirowania nie będą miały wpływu na datę premiery filmu, wszak pierwszy klaps na planie miał paść w grudniu. Ostatecznie Bond 25 zagości na ekranach kin 14 lutego 2020 roku, co wydaje się być rozsądnym kompromisem. Z jednej strony, przesunięcie premiery o kolejny rok byłoby dla wszystkich problematyczne, wszak zarówno aktorzy, jak i członkowie ekipy mają swoje zobowiązania. Również dla fanów sytuacja ta byłaby trudna do zaakceptowania. Poza tym nie zapominajmy, że w grę wchodzą przecież ogromne pieniądze. Pieniądze, których Metro-Goldwyn-Mayer bardzo potrzebuje.

Poza tym, kalendarz kinowych premier na listopad 2019 roku robi się naprawdę dość mocno zapełniony. Bond 25 musiałby się mierzyć z Wonder Woman 1984, Kingsmanem 3, Terminatorem 6 i niezatytułowaną jeszcze superbohaterską koprodukcją Marvela i Foksa. W grudniu zaś na ekranach kin zagości dziewiąta część sagi Gwiezdne wojny, co skutecznie mogłoby utrudnić filmowi długofalowy, poważny zarobek (tzw. “długie nogi”).

Luty 2020 roku póki co jest pod tym względem łatwiejszy, choć z oczywistych powodów w weekend otwarcia Bond 25 będzie musiał przekonać do siebie zakochane pary, które zwyczajowo w Walentynki celują raczej w nieco inny repertuar. Będzie to z całą pewnością dla nas wszystkich ciekawe doświadczenie.

 
 
> data publikacji 05.10.2018 © MI-6 HQ
 
 

 
  bond 50