dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KOMIKSU
 
  JAMES BOND: VARGR
 

 

Tytuł:   James Bond: VARGR
Scenariusz:   Warren Ellis
Rysunki:   Jason Masters
Kolory:   Guy Major
Wydawca:   Dynamite Entertainment, 2015 - 2016

 

 

 


 


Kiedy w październiku 2014 roku amerykańskie wydawnictwo Dynamite Entertainment ogłosiło, że nabyło prawa do publikacji komiksów i powieści graficznych o agencie 007, fani wstrzymali oddech. James Bond w komiksowej formie zadebiutował wprawdzie już w roku 1958 na łamach brytyjskiej gazety Daily Express i w postaci krótkich opowieści obrazkowych (stripów) funkcjonował przez blisko trzydzieści lat, to jednak wszelkie próby przeniesienia tej postaci do regularnej serii komiksowej zawsze kończyły się fiaskiem.

Dodatkowe obawy mógł budzić wybór wydawnictwa. Dynamite Entertainment specjalizuje się w licencjonowanych adaptacjach znanych cykli powieściowych i filmowych i jego marka nie może równać się z największymi wydawniczymi stajniami. A z legendą Bonda w przeszłości mierzyć się próbowały zarówno DC Comics, Marvel, jak i Dark Horse Comics. Z marnym skutkiem.

Plany Dynamite Entertainment są niezwykle ambitne; oprócz publikacji oryginalnych opowieści o 007 i adaptacji powieści Iana Fleminga, wydawnictwo zapowiada także serie traktujące o początkach Bonda w służbie Jej Królewskiej Mości, chronologicznie umiejscowione przed wydarzeniami opisanymi przez Fleminga na kartach Casino Royale.


© Dynamite Entertainment

W pierwszej kolejności postawiono na zupełnie nową, autorską historię. Do jej napisania zaangażowano Warrena Ellisa, cenionego pisarza i komiksowego scenarzystę, którzy w przeszłości związany był z takimi seriami, jak Wolverine, Iron Man (jego Extremis stał się kanwą dla scenarzystów filmu Iron Man 3), czy Ultimate Fantastic Four. Ellis jest kolejnym Brytyjczykiem, który obok takich sław jak Alan Moore, Jamie Delano, Grant Morrison, Garth Ennis, czy Neil Gaiman, tworząc przede wszystkim w ramach Vertigo – imprintu wydawnictwa DC Comics, skierowanego głównie dla dojrzałego, dorosłego odbiorcy, rewolucjonizował pod koniec XX wieku amerykański rynek komiksowy.

Jako twórca obdarzony niezwykłą umiejętnością opowiadania frapujących historii dał się poznać tworząc scenariusze do Hellblazera, kultowej (zakończonej już) komiksowej serii, której głównym bohaterem był detektyw i uliczny mag, John Constantine. Jednak to autorski Transmetropolitan, mroczna, wulgarna, momentami szalona opowieść osadzona w postcyberpunkowym świecie przyniosła mu zasłużoną sławę. Namówienie twórcy takiego formatu do napisania pierwszej od lat komiksowej opowieści o przygodach Jamesa Bonda było nie lada wydarzeniem, a jednocześnie gwarantem rozrywki na najwyższym poziomie. Czy VARGR spełnia pokładane w nim oczekiwania?


© Dynamite Entertainment

Otóż nie. Biorąc wszystko pod uwagę, James Bond: VARGR niestety rozczarowuje.

Początek jest piorunujący. Dziesięciostronicowa sekwencja nocnego pościgu po zaśnieżonych ulicach Helsinek niechybnie przywodzi na myśl skojarzenia z typową dla filmów sceną poprzedzającą napisy początkowe. Te kilka stron, utrzymanych w ponurej, brutalnej stylistyce, zdecydowanie zaostrza apetyt. Potem, niestety, komiks popada w sztampę; przelotny flirt z Moneypenny, odprawa u M, wizyta u Kwatermistrza i zdawkowa wymiana zdań z Billem Tannerem. Oczywiście, Ellis nakreśla tu własną wizję świata Bonda, jednak próbuje złapać za ogon zbyt wiele srok – wszystkie te sceny są zbyt banalne, zbyt skrótowe. I pozbawione charakteru. To w zasadzie zbiór klisz, w dodatku nie zawsze udany. Kiedy Kwatermistrz, odbierając od Bonda walthera P99, określa go mianem „broni dla kobiet”, wiemy, że jest to oczywiste nawiązanie do powieściowego (i filmowego) Doktora No, ale cokolwiek kuriozalne. Jeśli pistolet samopowtarzalny, strzelający amunicją 9x19 Parabellum najbardziej przystoi kobietom, to strach się bać w co, zdaniem Ellisa, uzbrojony powinien być tajny agent.

VARGR nie zachwyca również wizualnie. Wprawdzie na wszelkie pochwały zasługuje Guy Major, który fantastycznie ubarwił kadry komiksu, doskonale oddając nastrój poszczególnych scen, ale już kreska Jasona Mastersa jest prosta i zachowawcza. Ładna, ale raczej bez charakteru. Zarówno rysunki, jak i rozmieszczenie kadrów na planszy jest na wskroś klasyczne – co samo w sobie nie jest wadą. Po prostu spodziewałem się nieco większej nutki szaleństwa. Co więcej, schematyczne rysunki stanowią niemały problem. Oprawa graficzna jest dynamiczna, ale rysowane przez Mastersa postacie kompletnie pozbawione są wyrazu (słowo daję – niejednokrotnie zastanawiałem się co przedstawiają grymasy na twarzach bohaterów, czego często musiałem domyślać się z kontekstu). Z racji ubogiej narracji to właśnie oprawa graficzna powinna przejąć na siebie ciężar rozbudzania u czytelnika emocji. W VARGR niestety niczego takiego nie uświadczymy.


© Dynamite Entertainment

Komiks w swojej konstrukcji nawiązuje do filmów Eon Productions, choć w wywiadach Ellis wyraźnie się od nich odcinał. James Bond w jego interpretacji ma, jak sam przyznaje, być wierny powieściowej inkarnacji – z późniejszego okresu twórczości Fleminga. Ale w tym kontekście sama już pierwsza scena jest problematyczna, a jak się później okaże – symptomatyczna. Bond, po brutalnej konfrontacji z mordercą agenta 008, dokonuje egzekucji. Bez żadnych skrupułów. Nie przypominam sobie, by Fleming kiedykolwiek w ten sposób sportretował swojego bohatera. Owszem, Bond swoich przeciwników zwykle uśmierca, ale zabójstwem z zimną krwią gardzi, co zresztą Fleming wyraźnie podkreślił, choćby w opowiadaniu W obliczu śmierci.

Ellis za wszelką cenę chciał odciąć się od charakteryzującej filmową serię przesady, rezygnując przy okazji z wielu właściwych jej elementów. I, jak można się było spodziewać, w efekcie komiks popadł ze skrajności w skrajność, a postać Jamesa Bonda w VARGR jest równie odległa od flemingowskiego pierwowzoru, jak ta z filmów rodem z ery Rogera Moore'a. Jeśli Ellisowi wydawało się, że wystarczy opowieść okrasić nieprawdopodobnie wysoką dawką przemocy, dodatkowo ukazanej w sposób niedwuznaczny, odrzeć ją z humoru, blichtru i gadżetów, by oddać ducha powieści – to nie mógł się bardziej pomylić. Jego Bond jest nieustępliwym, nieuznającym kompromisów i nieprzebierającym w środkach mordercą. Nie tędy droga, panie Ellis.


© Dynamite Entertainment

Komiksowi nie pomaga obrany sposób opowiadania historii; praktycznie pozbawiony charakterystycznych, umieszczanych w kadrach tekstów narratora. Formuła ta wydaje się zubażać opowieść, spłyca ją, bohaterów pozbawiając czytelnej dla odbiorcy motywacji. Na dodatek sprawia, że lektura VARGR jest zdecydowanie za krótka, bo i nie sposób na dłużej skupić się na poszczególnych planszach. Zdaję sobie sprawę, że zabieg ten wpisuje się w ogólną tendencję właściwą dla współczesnego sposobu prowadzenia narracji w komiksach, jednak w tym przypadku zwyczajnie się nie sprawdza.

Oczywiście, po dziele Warrena Ellisa trudno było oczekiwać transhumanistycznej głębi jego Transmetropolitan, brutalnej surowości powieściowego Wzorca zbrodni, czy swoistej niepokojącej niepoprawności Hellblazera. To nie ten rodzaj literatury. Można było jednak liczyć, że scenarzysta odciśnie na agencie 007 swoje piętno i nada mu więcej charakteru. VARGR to niestety banalna, wręcz pretekstowa fabuła, szczątkowe dialogi i nieustająca, a przez to w gruncie rzeczy nużąca akcja. Wszystko zostało utrzymane w dość ponurym klimacie, który przede wszystkim jest konsekwencją przesadnej brutalności. Po lekturze całej serii jest to bodaj jedyny element, który zapada czytelnikowi w pamięć. Szkoda.

Agent 007 mógł i powinien był powrócić na łamy komiksu, po blisko dwudziestoletniej przerwie, w znacznie lepszym stylu.

 
 
  > data publikacji 04.05.2017 (10.03.2017, 29.07.2016) © MI-6 HQ
James Bond, gun symbol logo and all associated elements are property of MGM/UA & Danjaq companies. Used without authorisation in informative intent. All rights reserved.
 
  bond 50