dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KOMIKSU
 
  JAMES BOND: KILL CHAIN



Tytuł:   James Bond: Kill Chain
Scenariusz:   Andy Diggle
Rysunki:   Luca Casalanguida
Kolory:   Chris Blythe
Wydawca:   Dynamite Entertainment, 2017




 



Andy Diggle i Luca Casalanguida ponownie łączą siły, tym razem wrzucając Bonda w sam środek intrygi, która może zachwiać Paktem Północnoatlantyckim.

Talent obu panów mogliśmy podziwiać przy okazji połowicznie udanej serii James Bond: Hammerhead, która była (zakładamy, że świadomą) wariacją na temat Świata to za mało. Tym razem brytyjski scenarzysta zarysowuje fabułę w znacznie szerszej skali, bowiem spisek, na ślad którego natrafia Bond może wywrócić do góry nogami współczesny porządek świata. I choć scenariusz ponownie tu i ówdzie popada w schematy, to wydaje się być nieco lepiej pomyślany, a na pewno – mniej banalny, niż w przypadku Hammerhead. Z drugiej jednak strony Kill Chain potwierdza jedynie tezę, że nakreślenie przekonującej intrygi o zasięgu globalnym jest szalenie trudnym przedsięwzięciem, zwłaszcza, jeśli chce się ją wpisać w formułę akcyjniaka. Stąd też Diggle wymaga od czytelnika dość dużego zawieszenia niewiary, z konieczności musząc uciekać się do narracyjnych skrótów (wszak całość liczy sobie raptem mniej więcej 120 stron), a co gorsza, pewnej zupełnie niepotrzebnej przesady. Stąd też całość mimo wszystko szyta jest dość grubymi nićmi. Momentami – zbyt grubymi, a czytelnik, który zacznie kwestionować przyjętą konwencję zbyt często będzie wykrzykiwał w myślach: “Hej! W prawdziwym świecie takie coś by nie przeszło!”.


© Dynamite Entertainment

Za co jednak Diggle’a pochwalić trzeba, to umiejętne połączenie fabularnej fikcji z demonami współczesnej polityki międzynarodowej. Czego tu nie ma! Nawiązania do Brexitu, nowej amerykańskiej administracji i ze wszelkimi jej przywarami, strach przed rosyjskimi planami mocarstwowymi wobec krajów bałtyckich (i Polski!), niestabilność polityczna Turcji, trudne relacje transatlantyckie. Jednym słowem: pełen przegląd dramatów współczesnego świata.

Brytyjczyk z całą pewnością potrafi nadać fabule właściwy poziom powagi, jednocześnie jednak zachowując walory czysto rozrywkowe, od czasu do czasu rozładowując napięcie udanym żartem. Nieco gorzej za to wychodzi mu konstruowanie postaci, ale wynika to przede wszystkim z tego, że żadnej z nich nie poświęcił wystarczająco dużo uwagi, stawiając w zamian na zgraną kartę w postaci Feliksa Leitera, który przychodzi Bondowi w sukurs.

No i wisienka na torcie: całkiem udane wskrzeszenie dawno niewidzianej organizacji SMERSZ, niegdysiejszego arcywroga Jamesa Bonda z czasów początkowych powieści Iana Fleminga. Miejmy nadzieję, że w kolejnych seriach Dynamite Entertainment wątek ten zostanie rozwinięty, choć patrząc na losy SPECTRE z czasów komiksów pisanych przez Warrena Ellisa, można mieć wątpliwości.


© Dynamite Entertainment

Najmniejszych zastrzeżeń nie można mieć za to do szaty graficznej. Choć twórczość Luki Casalanguida w annałach sztuki komiksowej się raczej nie zapisze, to w jego grubej, wyraźnej kresce, sposobie operowania czernią, czy schematyczności rysowanych przez niego postaci jest coś urzekającego. Dodatkowo artysta ten całkiem sprawnie radzi sobie z dynamiką poszczególnych plansz, przez co świetnie sprawdza się w scenach akcji.

James Bond: Kill Chain przeczytać warto. Komiks potrafi dostarczyć solidną dawkę rozrywki, choć raczej niezobowiązującej, stąd też szczególnych doznań artystycznych się nie spodziewajcie. Pochwalić za to należy świetny punkt wyjścia, sprawne wplecenie w fabułę licznych nawiązań do aktualnych wydarzeń politycznych, a przede wszystkim – udane nawiązanie do flemingowskiego SMERSZ-u. Miejmy nadzieję, że wątek ten zostanie podchwycony w kolejnych seriach.

 
 
> data publikacji 31.12.2018 © MI-6 HQ
 
 

 
  bond 50