dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KOMIKSU
 
  JAMES BOND 007



Tytuł:   James Bond 007
Scenariusz:   Greg Pak
Rysunki:   Mark Laming, Stephen Mooney, Eric Gapstur, Robert Carey
Kolory:   Tiona Farrell, Roshan Kruichiyanil
Wydawca:   Dynamite Entertainment, 2018




 



James Bond zostaje wysłany do Singapuru, by przechwycić kuriera przewożącego walizkę z nieznaną zawartością, na którą jednak zęby ostrzy sobie złowroga organizacja terrorystyczna o nazwie Oru. Kiedy jednak na jego drodze staje tajemniczy Koreańczyk, by wykonać misję 007 musi nauczyć się rozróżniać przyjaciół od wrogów…

Powyższa zapowiedź brzmi banalnie, prawda? Na szczęście sam komiks taki nie jest. Grek Pak, w przeszłości związany zarówno z DC, jak i Marvelem (serie X-Men i Hulk – w tym autor scenariusza głośnego crossovera World War Hulk) rozpisał naprawdę ciekawą, kilkuwątkową historię, którą rozciągnął na dwanaście zeszytów.

Historię, która bardzo udanie ewoluuje, bawi się coraz to nowymi motywami, kilkukrotnie zmieniając wydźwięk. No bo tak: w pierwszych zeszytach wspomniana wcześniej walizka jest sprytnie wprowadzonym, typowym McGuffinem; przedmiotem, który napędza akcję, motywując działania wszystkich bohaterów, którego natura jest jednocześnie nieznana – i w gruncie rzeczy nieistotna z punktu widzenia historii. Następnie opowieść stopniowo nabiera rumieńców, poznajemy kolejne elementy układanki, kolejnych bohaterów (o czym za chwilę).


© Dynamite Entertainment

Pak niezwykle umiejętnie trzyma konwencję komiksu w ryzach. Ta balansuje gdzieś na graniczy typowej dla filmowego świata Jamesa Bonda efektowności i rozbuchania, czego wyrazem są liczne sceny akcji, strzelanin, bijatyk, pościgów i... intensywnie wykorzystywanych gadżetów. Ale obok tego dostajemy też naprawdę ciekawie nakreślone postaci, które muszą zmagać się z wcale nie aż tak banalnymi problemami. I choć w James Bond 007 jest sporo emocjonujących (i emocjonalnych scen), to Pak nie zapomina też o humorze. A ten potrafi być naprawdę najwyższej próby! No bo wyobraźcie sobie Bonda, który – w towarzystwie Moneypenny i agenta Lee – trafia na suto zakrapiany wieczór panieński. Mistrzostwo!

Nie oznacza to, że scenarzyście udało się wszystko. Niektóre wątki aż proszą się o dopowiedzenie. Tak jak motyw prania mózgu, któremu poddawani są członkowie organizacji Oru; jego skutki wprawdzie ukazane są wcale nieźle, ale… pójście jeszcze o krok dalej dodałoby komiksowi charakteru. Na szczęście w gruncie rzeczy są to detale, które absolutnie nie zaważają na ocenie całości.

Nie sposób natomiast nie wspomnieć o bohaterach opowieści. Pak rozpisał galerię pełnych życia postaci, jakkolwiek na pierwszy plan wybija się niejaki John Lee – agent południowokoreańskiego wywiadu, który przez znaczną część historii na zmianę rywalizuje i współpracuje z Bondem. Charyzmatyczny, groźny, a przy tym autentycznie pełen uroku z całą pewnością jest jedną najciekawszych postaci w komiksowym uniwersum Dynamite Entertainment. Szkoda, że kroku nie dorównuje mu druga niezwykle istotna osoba dramatu, Aria Kim, której wątek wydaje się być nieco niewykorzystany.


© Dynamite Entertainment

W kontekście postaci trudno oddać komiksowi sprawiedliwość nie poruszając kwestii powrotu jednej z wykreowanych przez Fleminga postaci. Trudno też przy tym nie uciec się do spoilerów – ale spróbujmy: antagonista ten, choć nosi to samo nazwisko i z grubsza para się tym samym, co powieściowy pierwowzór, charakterem kompletnie go nie przypomina. To tak naprawdę nie jest ta sama postać, a raczej swoista wariacja na jej temat. Stąd też sens jej przywołania jest mocno wątpliwy i w gruncie rzeczy niepotrzebny, bowiem James Bond 007 jako dzieło stoi na własnych nogach. Ot, raczej zabieg marketingowy – nic więcej.

Komiks trzeba też pochwalić za rysunki, choć – z racji tego, że pracowało nad nim aż czterech artystów – ich poziom jest nierówny. Zdecydowanie najbardziej przypadły mi do gustu zeszyty ilustrowane przez Marca Laminga i Stephena Mooney’a. W przypadku tego pierwszego za sprawą celujących w realizm rysunków, które w tej konwencji sprawdzają się świetnie, a drugiego przede wszystkim za bezbłędne odzwierciedlenie emocji na twarzach postaci. Na kilku panelach wychodzi to doprawdy wyśmienicie!

A zatem James Bond 007 (wyjątkowo fatalny tytuł!) jest nadspodziewanie ciekawą pozycją w portfolio Dynamite Entertainment. W żadnym momencie nie aspiruje do niczego więcej, ponad zwykłą rozrywkę, ale w tej formule sprawdza się doskonale. Wartka akcja, niezła fabuła, dobre postaci (w tym jedna – rewelacyjna!). Czegóż chcieć więcej na niezobowiązujący wieczór z komiksowym agentem 007?

 
 
> data publikacji 20.11.2021 © MI-6 HQ
 
 

 
  bond 50