dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KSIĄŻKI
 
  FOR YOUR EYES ONLY // TYLKO DLA TWOICH OCZU
 
Tytuł:   Tylko dla twoich oczu
(For Your Eyes Only)
Autor:   Ian Fleming
Wydawca:   Jonathan Cape Ltd, 1960
Polski wydawca:   Przedsiębiorstwo Wydawnicze
„Rzeczpospolita” S.A., 2008
Przekład:   Robert Stiller

 


„Tylko dla twoich oczu” to pierwszy z dwóch zbiorów opowiadań w dorobku Iana Fleminga, który nieczęsto sięgał po ten właśnie środek wyrazu. Czytelnikom przyzwyczajonym do charakterystyki powieściowej serii zarówno konstrukcja, jak i tematyka części opowiadań może nie przypaść do gustu – z definicji są to utwory o stosunkowo prostej, jednowątkowej fabule, ograniczonej liczbie postaci i raczej skąpych opisach, choć u Fleminga to akurat nie jest regułą.
Zebrane w tomie „Tylko dla twoich oczu” opowiadania nie mają wyraźnego motywu przewodniego, cechuje je zróżnicowana tematyka. Trzy z nich, bardziej klasyczne w formie, są w zasadzie typowymi opowieściami o Jamesie Bondzie – tajnym agencie brytyjskiego wywiadu. Z kolei „Wskaźnik ukojenia” i „Specjał Hildebranda” trzeba raczej traktować jako swoiste eksperymenty, służące ukazaniu problemów natury socjologicznej.
Wreszcie opowiadania te są mocno nierówne. A w najlepszym z nich, paradoksalnie, Bond nie jest postacią pierwszoplanową.

W PERSPEKTYWIE MORDU (FROM A VIEW TO A KILL)

W okolicach Saint-Germain we Francji zamordowany zostaje, przewożący ściśle tajne dokumenty, kurier Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił Europy (SHAPE) – dowództwa strategicznego NATO. Przebywający właśnie w Paryżu James Bond zostaje oddelegowany do zbadania sprawy. Początkowo wszystko wskazuje na to, iż jest ona beznadziejna – poszlaki bowiem wiodące do rozwiązania zagadki śmierci kuriera wydają się być wyjątkowo wątłe. Ostatecznie jednak Bond wpada na trop komórki radzieckich szpiegów, operującej w najmniej spodziewanym otoczeniu.

„W perspektywie mordu” to jedyne w całym tomie opowiadanie z pogranicza literatury szpiegowskiej. Jest to jednocześnie najsłabsza pozycja zbioru. Jego fabuła, choć przemyślana, jest prosta. Ciekawy jest punkt wyjścia, dobrze również Flemingowi udała się konkluzja – pomysłowa i pomimo pozornej niedorzeczności, sensowna. Opowiadanie opiera się jednak wyłącznie na próbie rozwiązania zagadki śmierci wojskowego kuriera. Poza tym nie ma czytelnikowi wiele do zaoferowania. Słabo udały się postacie, a w szczególności Mary Anne Russell, potencjalna partnerka Bonda, dodana nieco na siłę, stanowiąc swego rodzaju deus ex machina. Również punkt kulminacyjny, który powinien być kwintesencją opowiadania, trudno określić mianem trzymającego w napięciu.
Tak więc „W perspektywie mordu”, pomimo obiecującego początku, nie można uznać za udane. Na szczęście, dalej jest już tylko lepiej.

TYLKO DLA TWOICH OCZU (FOR YOUR EYES ONLY)

Na Jamajce zostaje zamordowana para starszych ludzi. Kiedy państwo Havelock odmawia sprzedaży swej posiadłości von Hammersteinowi – byłemu gestapowcowi, a obecnie oficerowi kubańskiego kontrwywiadu, przyjdzie im za swój upór zapłacić słoną cenę. Egzekucji dokonuje para kubańskich zabójców, którym przewodzi niejaki Gonzales. Państwo Havelock okazują się być przyjaciółmi M z dawnych lat. Kiedy więc za sprawą von Hammersteina w tarapaty wpada ich córka, Judy, szef Secret Service zwraca się do Jamesa Bonda z prośbą o wyeliminowanie oprawcy. Sprawy jednak komplikują się, gdy Bond na swojej drodze spotyka Judy.

„Tylko dla twoich oczu” (w tłumaczeniu Roberta Stillera – „Ściśle tajne”, choć tytuł wydaje się nie być do końca adekwatny) to nieźle napisane, trzymające w napięciu opowiadanie, oferujące dobrą, choć stosunkowo prostą intrygę, poprawnie nakreślone postacie, a nade wszystko – fantastyczny klimat, który Flemingowi udało się uzyskać dzięki fenomenalnym opisom ponurych lasów amerykańsko-kanadyjskiego pogranicza, w których rozegra się finałowa konfrontacja.
Czytelnicy powieści Fleminga wiedzą, że zabójstwo z zimną krwią nie leży w naturze Bonda. Owszem – licencja na zabijanie okazjonalnie zobowiązuje go do sięgania po środki ostateczne, zwykle jednak towarzyszy temu przekonanie o słuszności podejmowanych działań. Tym razem jest inaczej, a Bond musi przekonać samego siebie dlaczego misja ta jest niczym więcej jak wymierzeniem sprawiedliwości zbirom zagrażającym obywatelom Wielkiej Brytanii. Fakt, iż podejmuje się jej bez przysłowiowego mrugnięcia okiem dobitnie świadczy o tym, jak ogromnym szacunkiem i zaufaniem darzy M.
Fleming prowokuje do zastanowienia się nad granicami, których nie powinno się przekraczać – nawet w imię sprawiedliwości. Nad prawem, które czasem nie jest zdolne do wyegzekwowania sprawiedliwości. Nad nadużyciami władzy, których tak często dopuszczają się osoby ją sprawujące. Od jednoznacznych sądów moralnych jednak ucieka. Być może nie chce stawiać swego bohatera przed tak trudnymi wyborami. A być może zwyczajnie nie taka była jego intencja. Bez wątpienia jednak opowiadanie to stanowi ważny punkt w kreśleniu relacji między Bondem a M. Wiemy już, że lojalność 007 wykracza dalece poza podległość służbową.
Również z punktu widzenia czysto literackiego „Tylko dla twoich oczu” należy uznać za ponadprzeciętne. Opowiadanie jest krótkie, ale świetnie poprowadzone, cały czas trzyma w napięciu. Przekonująco udało się opisać niezwykle metodyczne przygotowania do tego trudnego zadania – przy współudziale Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej, która z zaskakującym zapałem służy Bondowi pomocą.

„Tylko dla twoich oczu” zostało wkomponowane w fabułę filmu pod tym samym tytułem (1981). Jego scenarzyści, Michael G. Wilson i Richard Maibaum wykorzystali punkt kulminacyjny opowiadania, umieszczając go co prawda w innym kontekście, ale zachowując najważniejsze jego motywy.

WSKAŹNIK UKOJENIA (QUANTUM OF SOLACE)

„Wskaźnik ukojenia” jest jednym z najbardziej niezwykłych dzieł Fleminga. Jest to pierwszy utwór, którego James Bond nie jest nawet głównym bohaterem. Podobnie jak w późniejszej „Ośmiorniczce” jest on jedynie biernym słuchaczem opowieści, którą tu snuje gubernator Bahamów w trakcie zorganizowanego przez siebie przyjęcia. Bond właśnie bowiem zakończył misję, której celem było udaremnienie przemytu broni dla kubańskich rebeliantów.
Historia ta nawiązuje do słów Bonda: „zawsze myślałem sobie, że gdybym kiedykolwiek się ożenił, to tylko ze stewardesą”. Traktuje ona o pewnym młodym i nieco nieporadnym życiowo pracowniku brytyjskiego Foreign Office, Philipie Mastersie, który na pokładzie samolotu poznaje kobietę imieniem Rhoda. Wkrótce później biorą ślub, jednak sielanka nie trwa długo. Nim małżeństwo się rozpadnie, młodzi małżonkowie zgotują sobie emocjonalne piekło.

„Wskaźnik ukojenia” to pierwsze w dorobku Fleminga tak wyraźne odstępstwo od ustalonej przez siebie formuły. Czytelnik nie uświadczy tu żadnego z charakterystycznych dla serii elementów, a licząc na kolejną, utrzymaną w szpiegowskim gatunku opowieść, może odczuć spory niedosyt. Jest to bowiem historia krótkiej miłości, która w obliczu zdrady wystawiona jest na poważną próbę, a umiera wobec skrajnej podłości. Upokorzenie i ból doprowadzają do aktów trudnego do wytłumaczenia psychicznego okrucieństwa. Tytułowy wskaźnik ukojenia oznacza mniej więcej tyle, że we wzajemnych relacjach ludzie są w stanie znieść wszystko, pod warunkiem, że zachowana jest choć cząstka elementarnego człowieczeństwa.
Jakkolwiek nietypowe, opowiadanie to jest jednym z najlepszych w dorobku Fleminga. Rewelacyjne pomyślane, inteligentne, a przede wszystkim – autentycznie poruszające. Z pewnością efektu tego nie dałoby się osiągnąć bez fantastycznie nakreślonych postaci, a takowymi są zarówno Philip, jak i Rhoda – jego główni bohaterowie.
Wszystko to składa się na dzieło ponadprzeciętne, kapitalne w swej prostocie, które przeczytać po prostu trzeba!

„Quantum of Solace” to tytuł 22 filmu serii (2008). Jakichkolwiek podobieństw do literackiego pierwowzoru doszukiwać się jednak nie należy.

RYZYKO (RISICO)

Bond zostaje wysłany do Włoch, by rozbić siatkę handlarzy narkotyków, których heroina zaczyna zalewać Wielką Brytanię. Na miejscu spotyka się z agentem Centralnej Agencji Wywiadowczej, Kristatosem, od którego dowiaduje się, że za procederem tym stoi niejaki Enrico Colombo. Wkrótce jednak okazuje się, że Kristatos prowadzi podwójną grę, a wykorzystując Secret Service chce zrealizować własne cele.
„Ryzyko” to jedyne opowiadanie w zbiorze, w którym Fleming próbował odzwierciedlić konstrukcję właściwą dla swoich powieści. Mamy zatem wstęp, retrospekcję, w której nakreślone zostają cele zadania, a następnie właściwą akcję. Bond ma nawet okazję do nawiązania relacji z piękną kobietą imieniem Lisl.
Jest to opowiadanie o interesującym pomyśle, nieźle skrojonych postaciach, efektownym punkcie kulminacyjnym, ale dość przewidywalne, stosunkowo miałkie i sztampowe. Z racji miejsca, w którym rozgrywa się akcja, Flemingowi fantastycznie udało się uchwycić specyficzny koloryt nadmorskich Włoch, a w szczególności Wenecji, jednak to trochę za mało, by „Ryzyko” uznać za udane.

Zarówno Kristatos, jak i Enrico Colombo są bohaterami filmu „Tylko dla twoich oczu”, w którym do pewnego stopnia udało się odzwierciedlić charaktery ich literackich pierwowzorów.

SPECJAŁ HILDEBRANDA (THE HILDEBRAND RARITY)

James Bond zostaje wysłany na Malediwy z zadaniem oceny stopnia zagrożenia tamtejszej bazy brytyjskiej marynarki wojennej. Misja dość szybko kończy się uspokajającą konkluzją, natomiast czas pozostały do powrotu Bond spędza na Seszelach, miejscu równie idyllicznym, co na dłuższą metę – nużącym. Dlatego też z ochotą przyjmuje propozycję swego przyjaciela, Fidele'a Barbey'a i wyrusza, na zaproszenie amerykańskiego milionera Miltona Kresta i jego uroczej żony Liz, w rejs, celem którego jest złowienie niezwykle rzadkiej ryby: Specjału Hildebranda. Niemniej jednak wycieczka okazuje się nie być tak przyjemna, jak się zanosiło. Krest bowiem szybko pokazuje swe prawdziwe oblicze: chamskiego, nieokrzesanego i niesympatycznego typa, którego towarzystwo staje się trudne do zniesienia. Kiedy więc pewnej nocy zostaje zamordowany, Bond staje przed nie lada dylematem...

„Specjał Hildebranda” z całą pewnością nie wszystkim przypadnie do gustu. Podobnie jak „Wskaźnik ukojenia” jest to opowieść o mocno dysfunkcyjnym małżeństwie. W tym przypadku dominującą postacią jest arogancki i niesympatyczny Krest, natomiast Liz jest uległą, całkowicie mu podporządkowaną i od niego zależną kobietą, która niejednokrotnie musi znosić upokorzenia, a nierzadko też – fizyczną przemoc. Jak się jednak okazuje, wszystko ma swoje granice. Dlatego też opowiadaniu temu bliżej jest raczej do dramatu obyczajowego. Mając to na uwadze, wydawać by się mogło, że najważniejszym elementem utworu powinny być solidnie nakreślone postacie. Sztuka ta się w tym przypadku Flemingowi do końca nie udała. Liz, pomimo dość ciekawej historii, nie zapada w pamięć. Krest natomiast (którego nazwisko wykorzystano, choć w zupełnie innym kontekście, w filmie „Licencja na zabijanie”) jest całkowicie jednowymiarowy, a jego osobowość przerysowana tak, aby nikt nie miał wątpliwości, że w opowieści tej to on jest postacią negatywną. Fidele Barbey z kolei jest postacią drugiego rzędu, przywodzącą na myśl sympatycznego Quarrela z „Żyj i pozwól umrzeć” i „Doktora No”. W opowiadaniu pełni rolę przewodnika.
Dobre jest zakończenie. Fleming ostatecznie nie odkrywa kart – czytelnik nie dowiaduje się, kto ostatecznie jest odpowiedzialny za śmierć Kresta.
Sam Bond w opowiadaniu pełni rolę drugoplanową. Jest obserwatorem i komentatorem wydarzeń, choć tym razem mamy okazję poznać go od innej, bardziej wrażliwej strony, w szczególności w scenie, w której sabotuje, choć przez chwilę, próbę złapania Specjału Hildebranda. Ten jeden gest jest wyrazem sprzeciwu wobec niecnych planów naruszenia tego jakże pięknego, dziewiczego ekosystemu przez kogoś tak godnego pogardy, jak Krest.
Bezsprzecznie najlepszym elementem „Specjału Hildebranda” jest specyficzna narracja. Niespieszna, okraszona absolutnie mistrzowskimi opisami fauny i flory archipelagu. Fleming ze szczególnym namaszczeniem nakreślił jego podwodny ekosystem, niezwykle barwny, pełen życia. Czytając opowiadanie ma się wrażenie fizycznego obcowania z tym fantastycznym mikroświatem – czapki z głów!

Koniec końców, „Specjał Hildebranda” przeczytać można, ale głównie ze względu na jego niezaprzeczalne walory narracyjne, które z nawiązką rekompensują mankamenty. Czytelnicy oczekujący jednak bardziej charakterystycznej dla Fleminga konstrukcji fabuły z pewnością poczują się zawiedzeni.

     
 
     
POWIĄZANE DZIAŁY RECENZJA FILMU [FYEO] [QOS] // RECENZJA KSIĄŻKI // DVD // ROGER MOORE // DANIEL CRAIG
 
 
  > data publikacji 9.10.2015 © MI-6 HQ
James Bond, gun symbol logo and all associated elements are property of MGM/UA & Danjaq companies. Used without authorisation in informative intent. All rights reserved.
 
  bond 50