dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KOMIKSU
 
  JAMES BOND: THE BODY



Tytuł:   James Bond: The Body
Scenariusz:   Aleš Kot
Rysunki:   Luca Casalanguida, Antonio Fuso,
Rapha Lobosco, Eoin Marron, Hayden Sherman
Kolory:   Valentina Pinto
Wydawca:   Dynamite Entertainment, 2018




 



Wydawnictwo Dynamite Entertainment rozwój swojego komiksowego uniwersum Jamesa Bonda rozpoczęło od stosunkowo bezpiecznych, niemal klasycznych w formie historii. Z czasem zaczęło eksperymentować – najpierw proponując czytelnikowi bardziej wymagające fabuły, a następnie, jak w przypadku James Bond: The Body, również z formą. Co warte podkreślenia, efekty tych eksperymentów zwykle bronią się, dzięki czemu cały projekt nie zapada się pod własnym ciężarem i nie wpada w pułapkę powtarzalności, co zdarza się zarówno filmowej, jak i powieściowej serii przygód agenta 007.

Co równie istotne, oficyna ta nie boi się stawiać na mniej znanych twórców, zarówno scenarzystów, jak i rysowników. Nie inaczej jest w tym przypadku. Przesadą byłoby twierdzenie, że młody czeski artysta, Aleš Kot, jest postacią kompletnie nieznaną w branży komiksowej – wszak współpracował z najważniejszymi amerykańskimi wydawnictwami: Marvel Comics (serie “Secret Avengers”, czy “Bucky Barnes: The Winter Soldier”), DC Comics (“Suicide Squad”) oraz Image Comics (ciepło przyjęta autorska seria “Zero”), ale trudno byłoby go zaliczyć do grona najbardziej uznanych współczesnych scenarzystów. Niemniej, oceniając jego talent przez pryzmat recenzowanego tu komiksu, śmiało można wróżyć mu dalsze sukcesy zawodowe.


© Dynamite Entertainment

The Body zrazu wydaje się być raczej zlepkiem opowiadań, w którym każdy zeszyt poświęcony jest osobnej historii. Dopiero później okazuje się, że całość ma jednak wspólny mianownik. Zabieg ten okazał się być strzałem w dziesiątkę – każdy zeszyt tej sześcioczęściowej opowieści utrzymany jest w innym tonie, a Kot sprawnie lawiruje między gatunkami, serwując nam ciekawą akcję, ale nie stroniąc od historii bardziej stonowanych w swoim wyrazie.

I tak też, kiedy w pierSwszym zeszycie Bond powstrzymuje zamach na życie brytyjskiej dygnitarz, komiks zdaje się opowiadać klasyczną historię, do jakiej przywykli czytelnicy. Kiedy jednak kolejna część skupia się wyłącznie na przesłuchaniu genialnej naukowiec na rządowym garnuszku, która przekazała próbkę śmiertelnie niebezpiecznego wirusa niezidentyfikowanej grupie terrorystycznej, zaczyna się robić naprawdę ciekawie. W każdym zeszycie Kot stawia Bonda w nowej, niecodziennej sytuacji; kiedy musi zinfiltrować grupę handlujących bronią neonazistów (co istotne – akcja rozgrywa się w saunie!), albo kiedy poważnie ranny, bezbronny, szuka schronienia przed ścigającym go zabójcą w położonym na kompletnym odludziu w środku lasu domu, którego właścicielem jest uciekająca przed całym światem kobieta (nawiasem mówiąc, wyraźną inspiracją dla tej opowieści jest ostatni akt Skyfall). Szczególnie udana jest przedostatnia część serii, w której Bond musi zapobiec atakowi terrorystycznemu – dramaturgia historii jest niesamowita, a napięcie w pewnym momencie sięga zenitu!


© Dynamite Entertainment

The Body jest dziełem poniekąd wyjątkowym o tyle, że przez cały czas Bondowi towarzyszy świadomość własnej śmiertelności. Dzieje się tak dlatego, że jest on poddawany jest wielu próbom, z których wprawdzie – jak zawsze – wychodzi zwycięsko, ale tym razem nie bez szwanku. Wreszcie, w wielkim finale, pokazuje, że w służbie Jej Królewskiej Mości gotów jest do ostatecznych poświęceń. Co więcej, Kot zmusza go do podejmowania działań co najmniej dwuznacznych moralnie. Scenarzysta przy tym (na szczęście!) nie ucieka się do taniego moralizatorstwa. Nawet, jeśli konieczność popycha Bonda do stosowania “wzmocnionych technik przesłuchań”, jak eufemistycznie zwykło się określać tortury.

Zaletą przyjętego sposobu prowadzenia opowieści jest też możliwość skorzystania z usług kilku rysowników – w tym przypadku pięciu. Dzięki takiemu zabiegowi poszczególne zeszyty charakteryzuje nie tylko specyficzna narracja, ale też kreska. W efekcie każda część stylistycznie stanowi niejako zamkniętą całość. Każda też, na swój sposób, zapada dzięki temu w pamięć. Nawet dwa ostatnie zeszyty naszkicowane zostały przez Haydena Shermana nieco odmienną techniką, przy czym chwalony wcześniej przedostatni numer jest prawdziwym majstersztykiem minimalistycznej formy.

W ostatecznym rozrachunku James Bond: The Body trochę nieoczekiwanie okazał się być jedną z najlepszych z dotychczas wydanych przed Dynamite Entertainment serii. To dość ponura, momentami gorzka w wymowie, ale szalenie interesująca opowieść (a raczej: zbiór opowieści), która naprawdę zapada w pamięć. Brawa!

 
 
> data publikacji 16.12.2018 © MI-6 HQ
 
 

 
  bond 50