dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KOMIKSU
 
  JAMES BOND 007: A SILENT ARMAGEDDON
 

 

Tytuł:   James Bond 007: A Silent Armageddon
Scenariusz:   Simon Jowett
Rysunki:   John M. Burns
Wydawca:   Dark Horse Comics, 1993

 

 

 
 

 


Wydany w 1993 roku James Bond 007: A Silent Armageddon to drugi komiks wydawnictwa Dark Horse Comics, osadzony w świecie agenta 007. Debiut na tym polu, Serpent's Tooth, został bardzo ciepło przyjęty. Wydawnictwo z całą pewnością liczyło, że uda się podtrzymać dobrą passę. I mieli po temu podstawy.
Do pracy nad nim zaangażowano wprawdzie początkującego wówczas scenarzystę, Simona Jowetta (który zresztą nie związał się z tym medium na długo), ale za warstwę artystyczną odpowiadać miał John M. Burns, doświadczony rysownik, od lat związany z legendarnym brytyjskim magazynem 2000AD, dla którego ilustrował między innymi Sędziego Dredda.

Niestety, obliczona na cztery zeszyty seria została nieoczekiwanie skasowana po ledwie dwóch częściach. Powód był zdumiewający – Burns w nieskończoność przeciągał prace nad trzecim odcinkiem. Najwyraźniej wydawnictwo w pewnym momencie straciło cierpliwość. Wielka szkoda!


© Dark Horse Comics

Fabularnie A Silent Armageddon (czyli: Cichy Armageddon) stoi na naprawdę wysokim poziomie. Początek jest wprawdzie nieco zagmatwany; Jowett dużo czasu poświęca na rozstawienie pionków na szachownicy. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, iż pierwsze kadry są retrospekcją wydarzeń, które miały miejsce w 1982 roku. Wówczas to miały miejsce dwa, pozornie niezwiązane ze sobą incydenty – ingerencja w jeden z elementów amerykańskiego systemu obrony i tragiczny w skutkach rajd policyjnych antyterrorystów na kryjówkę grupy odpowiedzialnej za kradzież wojskowego oprogramowania. Początkowo wydaje się, że w sprawę mogą być zaangażowani Rosjanie, jednak szybko okazuje się, że za wszystkim stoi tajemnicza organizacja o nazwie Cerber.
Dziesięć lat później, w serii ataków giną naukowcy zaangażowani w prace nad programem komputerowym wykazującym zdolność uczenia się. Projekt, którego efektem żywo interesuje się brytyjski rząd i NATO, niemal zostaje zaprzepaszczony. Ostatnim żyjącym współpracownikiem oksfordzkiego zespołu pracującego nad rozwojem sztucznej inteligencji jest Terri Li. James Bond za wszelką cenę musi ją ochronić przed siepaczami Cerbera...

Pomimo braku doświadczenia w pisaniu komiksowych scenariuszy Jowettowi udało się stworzyć naprawdę frapującą fabułę. I pomimo tego, że nie miał okazji jej się dokończyć, A Silent Armageddon broni się nawet w tak okrojonej formie. Brawa! Z pewnego punktu widzenia można wprawdzie komiksowi zarzucić rozwlekłą ekspozycję, skutkiem czego James Bond jest w nim tak naprawdę postacią drugoplanową. Jednak dzięki takiemu zabiegowi fabuła nawet przez chwilę nie sprawia wrażenia banalnej, a ciąg przyczynowo-skutkowy jest solidnie skrojony.
Jowettowi udało się też wpleść w historię kilka naprawdę interesujących pomysłów. W A Silent Armageddon Bond musi sprostać zupełnie nowemu, nietypowemu wyzwaniu – opiece nad nastoletnią, poruszającą się na wózku inwalidzkim dziewczyną. Genialną wprawdzie, ale zamkniętą w sobie, wręcz aspołeczną. Jego przeciwnikiem tym razem jest kryminalny syndykat o nazwie Cerber, specjalizujący się w zabójstwach, wymuszeniach i szpiegostwie. Brzmi znajomo? Otóż pierwotnie za wszystkim stać miało SPECTRE, jednak Glidrose (dzisiejsze Ian Fleming Publications) nie wyraziło zgody na wykorzystanie w komiksie tej organizacji. Wiadomo też, że 007 już w kolejnej części mierzyć się miał z synem samej Rosy Klebb – który z oczywistych powodów ma z Bondem własne rachunki do wyrównania.


© Dark Horse Comics

A Silent Armageddon to również interesujące świadectwo czasów, w jakich powstawał; zachłyśnięcia się technologią, w szczególności sztuczną inteligencją i tak popularną w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych wirtualną rzeczywistością. Trudno jednak mieć do Jowetta pretensje o przesadną wiarę w postęp na tym polu.
Z drugiej strony komiks całkiem przekonująco ukazuje niebezpieczeństwa związane z cyberterroryzmem, co zresztą jest jednym z najmocniejszych punktów fabuły.

Na wszelkie możliwe pochwały zasługuje również John M. Burns. A Silent Armageddon jest przepięknie zilustrowany, a niektóre kadry są wręcz niczym małe arcydzieła. Wysmakowane, perfekcyjnie naszkicowane, fantastycznie zabarwione techniką olejną rysunki robią ogromne wrażenie.

Na temat James Bond 007: A Silent Armageddon trudno wyrażać się inaczej, jak w superlatywach. To doskonały komiks zarówno w warstwie artystycznej, jak i rozrywkowej. Jeśli koniec wieńczy dzieło, to wypada tylko żałować, że Jowettowi do spółki z Burnsem nie udało się tej opowieści właściwie zamknąć.

 
 
  > data publikacji 24.02.2016 © MI-6 HQ
James Bond, gun symbol logo and all associated elements are property of MGM/UA & Danjaq companies. Used without authorisation in informative intent. All rights reserved.
 
  bond 50