dr nofrwlgftbyoltohmssdaflaldtnwtggtswlmmrfyeoocavtaktldltkgetndtwinedadcrqossf24
24
 

 
  NewsFAQE-Mail
   
RECENZJA KOMIKSU
 
  JAMES BOND ORIGIN



Tytuł:   James Bond Origin
Scenariusz:   Jeff Parker, Ibrahim Moustafa
Rysunki:   Bob Q, Ibrahim Moustafa
Kolory:   Schimerys Baal
Wydawca:   Dynamite Entertainment, 2018 - 2019



 



Akcja James Bond Origin rozpoczyna się w marcu 1941 roku. Siedemnastoletni Bond, student Fettes College, cudem unika śmierci, kiedy naloty Luftwaffe równają z ziemią szkockie stoczniowe miasto Clydebank. Wydarzenie to, znane jako Clydebank Blitz, okazuje się być punktem zwrotnym w życiu młodego Bonda; dawny przyjaciel jego zmarłych rodziców składa mu propozycję wstąpienia do służby w brytyjskim wywiadzie. Po otrzymaniu stosownego przeszkolenia Bond, w randze porucznika, dostaje swój pierwszy przydział: okręt podwodny we flocie Royal Navy.

Tak zwane origin stories, czyli historie opowiadające o początkach bohaterów znanych z kart powieści czy ekranów kin albo telewizorów, są niezwykle popularne we współczesnej popkulturze, choć w świecie komiksów tego rodzaju zabiegi fabularne stosowane były praktycznie od zawsze. Moda na opowieści o dojrzewaniu do swojej roli nie ominęła również świata Jamesa Bonda; wszak filmowe Casino Royale było dokładnie tym – w obrazie Martina Campbella z 2006 roku poznajemy Bonda na krótko przed tym, jak otrzymał status agenta 00.

Literacka inkarnacja tej postaci rządziła się nieco innymi prawami. Sam Ian Fleming w powieściowym debiucie swojego bohatera uczynił w pełni ukształtowanym. Co więcej, dopiero w Żyje się tylko dwa razy, czyli jedenastej części cyklu, uchylił nieco rąbka tajemnicy skrywającej przeszłość agenta 007. Kontynuatorzy Fleminga konsekwentnie akcję swoich powieści umieszczali w ramach zmiennej osi czasu (floating timeline). Jest to często spotykany zabieg narracyjny stosowany przez twórców filmowych czy literackich serii, dzięki któremu ich bohaterowie nie starzeją się, choć świat przedstawiony utworu zmienia i odpowiada rzeczywistemu. Stąd też wojennych losów Jamesa Bonda nigdy nie poznaliśmy – poza (skądinąd świetnym) epizodem powieści Solo Williama Boyda (2013).


© Dynamite Entertainment

To, czego nie doświadczyliśmy na dużym ekranie, ani też na kartach książek, teraz miały dopowiedzieć komiksy Dynamite Entertainment. Ten szczególny moment w życiu Bonda opowiedział Jeff Parker, amerykański scenarzysta w przeszłości współpracujący zarówno z DC Comics, jak i Marvel Comics (seria X-Men: First Class). Z jakim efektem? Cóż, rozczarowującym.

Wydawać by się mogło, że opowieści o losach Jamesa Bonda na frontach II wojny światowej to istny samograj – wszak to coś naprawdę świeżego. Szansa na wyjście poza utarte przez dziesięciolecia schematy. Sztuka ta poniekąd się Parkerowi udała, choć komiks – jako całość – broni się średnio, przede wszystkim dlatego, że choć opowiadane w nim historie są naprawdę interesujące, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że z takiego tematu można było wycisnąć znacznie więcej.

Dwanaście dwudziestostronicowych zeszytów to i mało, i dużo. Mało, by snuć epicką opowieść, ale wystarczająco dużo, by napisać kilka pomniejszych (jak to ma miejsce w tym przypadku) historii bez sięgania po półśrodki – narracyjne skróty, przez które James Bond Origin sprawia wrażenie banalnego w wyrazie, pobieżnie ślizgającego się przez poszczególne wątki. Winę za taki stan rzeczy ponosi sam scenarzysta, który rozpisał plansze komiksu tak, że Bobowi Q nie pozostało nic innego, jak narysować duże, wyraźne kadry – co oczywiście ogranicza narrację. Szkoda, bo niektóre historie są naprawdę dobre, choć, zwłaszcza początkowe epizody są dość sztampowe. Kiedy jednak Bond wpada w radziecką niewolę (którą Rosjanie próbują rozegrać jako gościnę) robi się naprawdę ciekawie. Mniej więcej w połowie serii mamy również jednozeszytową opowieść „Izabel”, która jest małą perełką i absolutnie najlepszym zeszytem serii – tej krótkiej historii opowiadającej o próbie wydostania z okupowanej Lizbony ukrywającego się tam niemieckiego naukowca zdecydowanie najbliżej do rasowego thrillera szpiegowskiego.


© Dynamite Entertainment

A sam James Bond? Tu również Parker nie wykorzystał drzemiącego w koncepcie potencjału. Jego Bond jest już postacią niemal ukształtowaną, którego wyjątkowość podkreślana jest niemal na każdym kroku. Nie targają nim wątpliwości, nie odczuwa strachu, z rzadka popełnia błędy. Jeśli zabija, to bez emocji. A przecież w tej opowieści Bond jest ledwie nastolatkiem! Tak bezrefleksyjne podejście do okrucieństwa wojny jest cokolwiek nieprzekonujące. Jest to zarazem jedna z największych wad komiksu.

Po James Bond Origin oczekiwałem sporo – być może zbyt wiele. Odpowiednio poprowadzona, seria ta mogła z miejsca stać się klasykiem. Jednocześnie, przy wszystkich wadach, trudno komiks Parkera i Q określić mianem „złego”. Jest w nim sporo naprawdę dobrych pomysłów, a całość dostarcza sporą dawkę rozrywki, choć niekoniecznie na poziomie, którego można było się spodziewać.

Historia początków szpiegowskiej kariery agenta 007 zasługuje na dopowiedzenie w znacznie lepszym stylu.

 
 
> data publikacji 04.06.2020 © MI-6 HQ
 
 

 
  bond 50